Życie chyba nie jest dla mnie. Sytuacja jest beznadziejna, bez dobrego rozwiązania. Rozchodzi się teraz przede wszystkim o moje wykształcenie wyższe, otóż, prawdopodobnie skreślono mnie z listy studentów..powinnam już mieć tytuł magistra, a nie skończyłam jeszcze studiów licencjackich, i teraz gdy byłam już tak blisko mogę wszystko stracić i dostać odmowę. Podejrzewam tak tylko dlatego, że nie widzę w systemie przedłużonego okresu rozliczenia, od jutra nie jestem studentką, jeśli nic się nie zmieni chyba skończę ze swoim życiem. Powinnam jutro zadzwonić do dziekanatu żeby to wyjaśnić, ale jak na razie przeżywam mały atak serca i atak paniki, potwornie się boję, a jednocześnie nic nie czuję... jak to możliwe? Ostatnie parę lat obojętności na życie i wszelkie obowiązki, ambicję i dążenia zrobiło swoje. Jestem okaleczona, niezdolna do wzruszeń i odczuwania czegokolwiek znaczącego. Nie rozumiem jak to możliwe, nigdy nie spodziewałam się, że mogę być w takim stanie. Jednak to przyszło samo, tak po prostu, z dnia na dzień przestawałam czuć, szczególnie pozytywne emocje, ogarniał mnie coraz większy mrok, jakbym spadała. Codziennie mniej nadzieji, emocji, nie zależało mi już na niczym, zawsze tylko wzruszałam ramionami niezdolna do działania, do walki o swoje, płynęłam dalej bezstarannie. Teraz kiedy mam jakiś sens życia, kiedy zaczęłam wracać do normalności może się okazać, że wszystko legło w gruzach. Studia studiami, ale praca bez legitymacji to ciężka sprawa, a już szczególnie wizja straconych 5 lat kłuje mnie wyjątkowo w serce i mój pusty łeb, które na to pozwoliły...
Jak mogłaś? Jak mogliście, wszyscy wy, którzy mi przeszkadzaliście?! Zdaję sobie sprawę, że to tylko moja wina, jednak ciężko zapomnieć o wielu kwestiach, które miały tutaj znaczenie. Przecież człowiek nie jest doskonały i nie zawsze radzi sobie z takimi problemami jakie mnie spotykały. Są z pewnością jednostki wybitnie zdesperowane i zmotywowane i może bardziej fizycznie i psychicznie wytrzymałe, ale ja należę do grupy osób niezwykłe słabych wewnętrznie. Zaczynając od tego jak rano nie mogę się zwlec z łóźka, kończąc na zrytej psychice. Nie ma we mnie nic normalnego, a chciałam żeby chociaż wykształcenie było normalne, żeby coś sobie dać... jeśli to prawda, że już koniec to ja nie wiem co dalej. Jak dalej mam się tłumaczyć wszystkim, że znowu mi nie wyszło, że jestem beznadziejna, głupia, nieodpowiedzialna, zapominalska, niedojrzała, naiwna, słaba, że jest mi wstyd ale chciałabym już po prostu mieć spokój..
Mam dość zmęczenia,jestem przeokropnie zmęczona psychicznie i fizycznie. Każdego dnia bardzo pragnę nie być zmęczona, zapomnieć o tym, robić co do mnie należy, ale mam taki brak sił, że trening to dla mnie wejście na górski szczyt, a uśmiech i koncentracja trzymają się na kilometry ode mnie. Czuję się jakbym nie istniała. Nie potrafię myśleć, nie przetwarzam bodźców z zewnątrz, nie analizuję informacji, nie mam w sobie nic, jedynie pustkę. To cholernie nieprzyjemne uczucie, dyskomfort psychiczny, coś czego nie da się opisać słowami, dopóki sam w to nie wpadniesz nie możesz sobie wyobrazić, nie do ogarnięcia dla zdrowego człowieka. Nie spodziewasz się tego, nie masz świadomości, że możesz stracić normalność umysłu, poczucie własnego ja, bycia tu i teraz. Nagle znajdujesz się w jakiejś innej rzeczywistości, patrzysz ale nie widzisz, słuchasz ale nie słyszysz, myślisz ale wciąż nic nie wiesz. Żyjesz ale jakby to nie twoje życie, jakby cię nie było, chaos i spokój jednocześnie.
Komentarze
Prześlij komentarz