Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2017

Małe kroki do sukcesu

Dziś postanowiłam, że ponieważ nie da się zrobić wszystkiego na raz, będę działała małymi kroczkami. Oto lista małych kroczków: -poprawić formatowanie pracy dyplomowej -wysłać pracę do promotora -napisać 1 posta na bloga -zapisać się na 1 wizytę do stomatologa -podciąć włosy u fryzjera -przejrzeć inspiracje fryzur -solarium -kupić buty do treningów -przygotować rzeczy na siłownię -manicure -pedicure -selekcja ubrań do sprzedania -zrobienie zdjęć ubrań do sprzedania -30 minut ćwiczeń z angielskiego -1 godzina ćwiczeń z Excela -porządek w 1 szufladzie biurka -prasowanie 3 ubrań -wystawienie ubrań do sprzedania na Vinted (3 sztuki) -zapytać się o dobrego ortopedę -przygotować szkic CV -pójść na makijaż i zrobić zdjęcie do CV -balsamowanie ciała -ocenienie, który kurs z inwestowania chciałabym ukończyć -przygotowanie projektu do kursu, w który chcę zainwestować -odkurzenie w pokoju -umycie okien -poszukać dobrego ginekologa -poszukać dobrego psychoterapeuty -p...
Boże, mam tak dość...kiedy to się skończy? Kiedy będę żyć normalnie? Już dłużej tak nie mogę. Nie mogę się opanować, uspokoić, ciągle uciekam, boję się...nie mam siły żyć. Wczoraj modliłam się żeby stało mi się coś złego i żebym trafiła na długo do szpitala, byle nie iść do pracy.Tak bardzo potrzebuję odpoczynku i wyciszenia.. Co mam robić? Boże..pomóż mi. Potrzebuję siły i spokoju ducha. Tylko tyle. Pomóż, błagam. Jestem na krawędzi, takie mam wrażenie. Chciałabym skoczyć, i skończyć to wszystko. Cała ta żenada jest nic nie warta...gdyby nie M. to już by mnie nie było. Jak ja mam przestać? Jak to się robi? Jak się żyje normalnie? Już nie pamiętam żadnego normalnego dnia, bez smutku i niepokoju. Nie wiem kiedy ostatni taki dzień minął...kiedy byłam dzieckiem? Kiedy żyłam beztrosko. Boże.. może ciebie tam nie ma...jak patrzę co się dzieje, jaki żywioł niszczy świat, ludzie muszą uciekać przed huraganem, wodą...giną niewinne zwierzęta. Już tyle zła na tym świecie... Ciągle p...

Raport dzienny 17 sierpnia 2017

Ku motywacji i obserwacji postępów, odnośnie poprzedniego wpisu, postanowiłam pisać sobie samej codzienne raporty z tego co robiłam. Według podziału: PORANEK do 11:00 POŁUDNIE do 14:00 POPOŁUDNIE do 17:00 WIECZÓR do 20:00 PÓŹNY WIECZÓR do 23:00 Podział ten będę zmuszona doprawić po swojemu, nie do końca mi on pasuje, bo z pracy wychodzę przeważnie o 16:00, i do 17:00 mam niewiele czasu, zazwyczaj do 17:00 jestem w domu, robiąc po drodze zakupy czy coś. Ale to w trakcie. Oto pierwszy raport: PORANEK do 11:00 - wstałam o 6:55, wzięłam prysznic, wyprasowałam ubranie, zjadłam małe śniadanie (znowu było na słodko, muszę zacząć znowu gotować jajka) -makijaż, włosy i o 7:26 wyszłam z domu -w drodze słuchałam audiobooka "A brief history of humankind" (dobrze mi się słucha/czyta z samego rana, kiedy mam najświeższy umysł) -dotarłam do pracy punkt 9:00 -podlałam kwiaty, przygotowałam się do pracy, sprawdziłam pocztę -odpisałam na wszystkie maile - z ...

to o czym miało być w poprzednim poście

Zacznijmy jeszcze raz. Miałam napisać o ogarnianiu swojego życia od początku. Nic z tego nie wyszło za sprawą jak zwykle pana W. Och jak on mi schrzanił najlepsze lata mojego życia. Ile porażek jemu zawdzięczam. Wręcz należy mu się jakiś Oscar za tak fascynującą rolę, i to całkiem "niechcący".  Gdybym tylko mogła cofnąć czas. Wszystko byłoby inaczej, nie żyłabym z tymi wszystkimi okropnymi uczuciami żywionymi do siebie samej. Od 6 lat. 6 lat! Aż mi niedobrze jak o tym myślę. Wracając do tematu. Lato powoli zmierza do końca, zaraz będzie jesień. Trzeba brać się do roboty. Mam nieskończenie długie listy zadań do wykonania, listy list do zrobienia, itp itd. I ciągle nie wiem od czego zacząć, a czas przepływa mi przez palce. Oto skutki mojego perfekcjonizmu i prokrastynacji. Czyli już 2 główne przyczyny mamy zdiagnozowane - jest jakiś postęp!  Jaka jest sytuacja? Jest połowa sierpnia, lata zostało jeszcze jakieś 6 tygodni. Co należy robić? Pogodzić korzystanie...

czas ogarnąć swoje życie na nowo

Nie to żeby jakoś strasznie chciało mi się żyć, ale jakoś trzeba sobie radzić. Ostatnimi czasy bardzo chodzi mi po głowie pan W. Wracają różne wspomnienia i żal. Myślę o tym co mogłoby być, słyszę jego głos, czuję dotyk i wręcz wracają mi motyle w brzuchu. To nienormalne. Po dłuższym namyśle doszłam do wniosku, że to przez brak partnera do poważnych, dojrzałych rozmów. Zawsze tylko on był tym idealnym rozmówcą dla mnie. Mam wrażenie, że on jedyny mnie rozumiał i nadawał na tych samych falach. A jednak nie wyszło. Z pewnością dlatego, że za bardzo lubiłam mu się wyżalać i traktowałam jak koło ratunkowe, a nie jak mężczyznę -potencjalnego życiowego partnera. Zero tajemniczości we mnie było, same negatywne fluidy. Nie dziwota, że się zniechęcił. Lgnęłam do niego jak dziecko, nie jak dojrzała dziewczyna. Nie byłam dla niego atrakcyjną kandydatką. Ale zawsze mogłam zostać przyjaciółką. Tak się nie stało, bardzo zaniedbałam nasze kontakty. Zawsze mam wyrzuty sumienia i roztrząsam na nowo...

Gdy nie masz pojęcia co zrobić ze swoim życiem

Co wtedy? Szukasz porady u innych, ale to twoje życie i ty powinnaś decydować jak nim pokierować. Ale jesteś zagubiona i nie wiesz, w którą stronę pójść. Świat wiruje, setki pomysłów na raz, z których żadnego nie potrafisz zatrzymać, rozwinąć. Chce ci się płakać i wyć do Księżyca, biec w stronę Słońca i czuć się wolna. Tyle. Nie bierzesz, bo nigdy nie brałaś odpowiedzialności za swoje życie, chociaż wszyscy krzyczą, że tak trzeba. Nigdy nie ma idealnego momentu żeby zacząć. Wiele razy słyszałam, że ten moment jest teraz. Trzeba jedynie się odważyć i wykonać pierwszy krok. Konieczna jest zmiana myślenia. Odwaga i pewność siebie - dwie kluczowe cechy. Akurat u mnie ich  ani widu, ani słychu. Po prostu totalny chill i olewactwo. Życie z dnia na dzień, bez celu i przywiązania do swojej wizji życia. Co innego myślę, co innego robię i pokazuję innym. Nic dziwnego, że mało mam przyjaciół.

Poranki powinny trwać cały dzień

Poranki, poranki, poranki...ulubiona pora dnia. Ta cisza, spokój, niesamowite błogie uczucie. Wstajesz, rozbudzasz się, pijesz cappuccino..i jesteś we Włoszech nad morzem, albo na niebiańskiej plaży. Myślami oczywiście. W rzeczywistości jesteś w mieście, ale ono jeszcze śpi. Większość obywateli już w pracy, też piją kawę, na ulicach jakoś pusto, cudownie. Masz chwilę pobyć ze sobą, czujesz się jak jedyna osoba na kuli ziemskiej, która może korzystać z tej cudownej chwili. Delektujesz się tą atmosferą. I jedyna czego chcesz to żeby trwała wiecznie, żebyś zawsze była sama w tej ciszy i rzeźkości poranka. I żeby kawa zawsze tak ci smakowała. 

Wydaje Ci się, że wiesz jak połączyć obowiązki i przyjemności?

Godzina 14:26, mam 24 minuty żeby zabrać się za pracę. Jest majowe, niedzielne popołudnie, za oknem niby świeci słońce, ale wieje mocny wiatr. Rozprasza mnie i wywołuje nerwowość. Bardzo nie lubię wiatru. Nie mogę wtedy skupić się na pracy... A co do pracy, wydaje mi się, że jeszcze jej tutaj nie opisywałam. W ogóle mam wrażenie, że moje życie jakoś ustało odkąd zmieniłam pracodawcę. Od marca jestem w zupełnie nowym miejscu, i czas tak szybko minął, kończy mi się okres próbny..a ja wciąż "w d***e" z tematem. Od początku czułam się tam raczej źle, niż dobrze i swobodnie. Nie miałam żadnego wprowadzenia do swojej roli, nikt nie wytłumaczył mi na czym polega praca i z czym się wiążę, jakie obowiązki mnie czekają, co należy do moich zadań.  Zapewne to moja wina, bo nawet o to nie pytałam. ha ha ha..jakie to śmieszne, w dzisiejszych czasach pracownik jest za wszystko odpowiedzialny, a szef tylko nawija przez telefon, plotkuje i robi wszystko tylko nie pracuje. Byłam zagubiona od ...

Młode pokolenie jest do bani?

        Wiecie co, wkurza mnie jak dziś do naszego młodszego pokolenia odnoszą się przedstawiciele starszej generacji. Ostatnio w pracy usłyszałam takie stwierdzenie "Młodzież teraz jest taka zapracowana, zabiegana, nie zaprzyjaźnia się, nie umie wyluzować, nie ufa sobie, ja tego nie rozumiem, za naszych czasów było zupełnie inaczej. Za czym oni tak gnają?" To powiedziała kobieta lat 60. A co mi się nie spodobało w tej wypowiedzi?         To, że jest niesprawiedliwa i pomija faktyczną winę i współodpowiedzialność starszego pokolenia.  Dziś tak sobie myślałam o tym wracając z pracy, i doszłam do wniosku, że przecież to oni nas tak pięknie załatwili. Starsze pokolenie naszych dziadków pamiętające komunizm i młodsi od nich nasi rodzice, też żyjący w młodości w komunizmie są po części winni tego jak my dziś musimy harować. Nie chciałabym obrzucać oskarżeniami jedną stronę, to jest złożona historia i na dzisiejszy stan rzeczy składa się wiele c...

Jak bardzo mam dosyć!

Dosyć, dosyć, dosyć, razy milion! Tak bardzo, bardzo, bardzo! Mam wrażenie, że jestem już nad przepaścią, brakuje tylko jakiejś "ostateczności", abym się w tą przepaść rzuciła i zakończyła swoje istnienie. A może wcale sama nie musiałabym się rzucać, tylko ktoś zrobiłby to za mnie? Ciągle ktoś się o coś czepia, patrzy się krzywo, nie odpowiada, nie odbiera telefonu, nie zwraca na mnie uwagi, nie interesuje się mną, nie liczy się z moimi uczuciami i poglądami, nie szanuje mnie, przeszkadza, obgaduje, obraża, znieważa mój honor, nie poświęca mi czasu...w kółko, od rana do wieczora, dzień za dniem.  Moim jedynym szczęściem jest mój M. i gdyby nie on to już by mnie nie było.  Tylko dla niego staram się jeszcze być lepszą.  Mam już dosyć bycia wiecznie smutną, nieszczęśliwą nieudaczniczką! Chyba całe swoje życie taka byłam, taka się urodziłam. Nawet na zdjęciach robionych w przedszkolu zawsze miałam smutną, poważną minę, która mówiła "ten świat jest zły, nie jest dla mni...

Piątkowy wieczór, zimna Warszawa, grupa dzikusów, introwertyzm i kumpel gej!

        Hej! Chciałabym napisać o swojej piątkowej nocy. Nasz znajomy D. świętował urodziny, zostaliśmy zaproszeni na imprezę i pojechaliśmy z M. Błąd pierwszy - wybraliśmy się komunikacją miejską. Błąd drugi - ubrałam się zbyt cienko. Błąd trzeci - byliśmy pierwsi na miejscu, do klubu wpuszczali tylko na zaproszenia (impreza zamknięta) i musieliśmy długo czekać, aż nasi znajomi dojadą i zmienimy lokalizację. Zanim do nas dotarli zdążyłam zamarznąć. Nie wiem czy znacie to uczucie (ale ja znam je doskonale, ciągle mi się to zdarza) kiedy wasze stopy zamarzają i każdy krok boli, są skostniałe i ciężko wykonywać jakikolwiek ruch, najmniejsze zgięcie jest torturą.  Tak właśnie było. Zamarzły mi stopy, kolana, palce, nos, mózg. Kiedy ustaliliśmy dokąd pojedziemy i złapaliśmy taxi nie miałam ochoty z niej wysiadać. Było ciepło i przyjemnie, najchętniej przytuliłabym się do M. i poszła spać. Nie wypadało, jednak to urodziny kolegi.         P...

Wiosna 2015

      Dzisiaj chciałabym sobie powspominać ten piękny okres sprzed 2 lat. Wiosną 2015 roku, poznaliśmy się z M. Wszystko wtedy było piękne, słońce mocniej świeciło, powietrze było niesamowicie świeże, każdy krok miał większy sens. Codziennie budziłam się z uśmiechem na ustach, podniecona nowym rozdziałem, czekałam co się wydarzy. Byłam bardzo podekscytowana i zdeterminowana żeby sprawiać na nim dobre wrażenie, a jednocześnie ciągle przypominałam sobie, że mam zachować dystans i relacje koleżeńskie. Okazało się to moim przepisem na miłość. Teraz kiedy jest szaro i ponuro uwielbiam przypominać sobie te wydarzenia, szczególnie ten pierwszy raz kiedy nasze oczy się spotkały. Nagle zaczęłam czuć na nowo, czułam każdą cząstkę wszechświata, jakby to wszystko było we mnie. Miał najpiękniejsze oczy na świecie! To było chyba pod koniec marca, staliśmy pod budynkiem naszego instytutu w przerwie między wykładami i zaciągaliśmy się papierosem. Przypadkiem spojrzałam się w jego kierun...

U małej na imieninach...

Wracając z urodzin (jeszcze) Panny S zaczęłam myśleć trochę o dawnej, odległej historii z W. Przejeżdżałam obok miejsca, w którym spędziliśmy razem jedną noc. To była noc niepewności i próby. Po długiej nieobecności bowiem, pan W pojawił się w moim życiu ponownie, zapraszając mnie do siebie, zapewne już wiedział się co się święci. Ja również wiedziałam, i pojechałam, bez wahania. To był bardzo dziwny dzień. Nie mogłam uwierzyć, że to się znowu dzieje. Pamiętam koniec roku 2010, to były 2 noce, które mnie bardzo zmieniły i wiele nauczyły, dały nauczkę na całe życie. I to naprawdę zaowocowało w przyszłości, w teraźniejszości z M. Od tamtej pory wiedziałam czego chcę i podążałam za tym, nie rozmieniając się na drobne. W. był na swój sposób moim nauczycielem. Przede wszystkim ustawił poprzeczkę bardzo wysoko dla przyszłych kandydatów. Uzmysłowił mi z kim chcę żyć, z jakim mężczyzną chcę dzielić życie. Był męski, lecz nie przesadnie. Potrafił decydować, prowadzić, kierować rozmową. Potrafi...

Przytłoczenie

Życie ma to do siebie, że lubi się komplikować. Ja też mam tendencję do komplikowania go sobie, przeważnie tylko dlatego, że za dużo myślę. Bo ja bardzo dużo myślę. Kiedy się pojawia nowy temat zaczynam grzebać, myślami rozbijam wszystko na najdrobniejszy scenariusz i zawsze znajduję ten czarny. Taką mam tendencję. Aktualnie jestem w trakcie zmiany pracy i jestem totalnie spłukana, nad głową wisi mi nienapisana praca licencjacka i wiele zaległych spraw z całego zeszłego roku, jak również sporo nowych, które pojawiają się niemal codziennie. Z tym sobie nie radzę. Nie znoszę ciągłego natłoku myśli i ciężko mi to opanować i się uspokoić. Brakuje mi czasu i miejsca żeby się uspokoić i wyrzucić to dziadostwo z siebie. Skaczę z tematu na temat, myślę hasłowo, mówię krótko, nie mogę zebrać myśli i wyrażać się poprawnie. Chcę nad tym pracować i skupić się. Już dawno pisałam o tym co muszę ogarnąć i jakie etapy przejść żeby się ustabilizować, ale ciągle zapominałam o swoim planie. Plan na ten ...