Dzisiaj chciałabym sobie powspominać ten piękny okres sprzed 2 lat. Wiosną 2015 roku, poznaliśmy się z M. Wszystko wtedy było piękne, słońce mocniej świeciło, powietrze było niesamowicie świeże, każdy krok miał większy sens. Codziennie budziłam się z uśmiechem na ustach, podniecona nowym rozdziałem, czekałam co się wydarzy. Byłam bardzo podekscytowana i zdeterminowana żeby sprawiać na nim dobre wrażenie, a jednocześnie ciągle przypominałam sobie, że mam zachować dystans i relacje koleżeńskie. Okazało się to moim przepisem na miłość. Teraz kiedy jest szaro i ponuro uwielbiam przypominać sobie te wydarzenia, szczególnie ten pierwszy raz kiedy nasze oczy się spotkały. Nagle zaczęłam czuć na nowo, czułam każdą cząstkę wszechświata, jakby to wszystko było we mnie. Miał najpiękniejsze oczy na świecie! To było chyba pod koniec marca, staliśmy pod budynkiem naszego instytutu w przerwie między wykładami i zaciągaliśmy się papierosem. Przypadkiem spojrzałam się w jego kierunku, a on chyba szukał mnie wzrokiem w tłumie innych studentów. I nagle go zauważyłam i przepadłam bez reszty. Czułam jakby mnie coś strzeliło, zapewne strzała Amora, trafiła prosto we mnie.
Rozpływałam się i zamęczałam myśleniem o nim, był całkowicie obcy, a jednocześnie miałam wrażenie, że znamy się całą wieczność i poczułam potrzebę zbliżenia się do niego. Moja imaginacja osiągała szczyty swoich możliwości, wystarczyło jedno spojrzenie jego nieziemsko niebieskich oczu i uroczy uśmiech. Zobaczyłam wtedy wszystko za czym tęskniłam, całe życie. W tamtym momencie nie miałam pojęcia jak się potoczy nasza znajomość, której de facto jeszcze nie było. Jednak przez kolejne dni myślałam o nim, wracał do mnie w wielu momentach, w najmniej niespodziewanych jak chociażby zmywanie naczyń. Czy to już wtedy był zalążek miłości? Zastanawiałam się co on myśli i czy w ogóle ma podobne wrażenia do moich. Starałam się odwodzić takie myślenie na wyrost, nie chciałam robić sobie złudzeń i zwracać na siebie uwagi.
Miałam jednak szczęście, na początku kwietnia zapowiedzieli nam egzamin z prawa dyplomatycznego, a M.potrzebował notatek (lub też użył ich jako pretekstu do nawiązania ze mną kontaktu). Była pierwsza krótka wymiana zdań, wysłałam mu notatki, nigdy nie byłam tak zestresowana tym, że ktoś inny będzie czytał moje zapiski z wykładów! A później już tylko byłam zdumiona tym, że wszystko idzie po mojej myśli i fantastycznie nasza relacja się układa... Pamiętam pierwszą randkę, pierwsze rozmowy, uprzejmości, sms-y, telefony. Wszystko było takie subtelne i romantyczne. Co prawda byłam pełna wątpliwości, nie wiedziałam czy jestem gotowa, aby się zaangażować, ale M.bardzo mocno przekonywał mnie do siebie. Z dnia na dzień wpadłam w to jak Alicja z Krainy Czarów do króliczej nory.
Lekkie szaleństwo, nowe emocje i poczucie bycia dla kogoś ważnym, to było mi potrzebne jak lekarstwo. Nawet dziś kiedy mam już tylko wspomnienia jest mi lżej i przyjemniej na samą myśl. Widzę nasze spacery, letnie zachody Słońca, zieleń liści, jego cudowny uśmiech, czuję jego zapach i aromat letniego powietrza wymieszane z tryskającą z nas miłością. Ogromna radość, pierwszy pocałunek, jakby to było wczoraj...
Rozpływałam się i zamęczałam myśleniem o nim, był całkowicie obcy, a jednocześnie miałam wrażenie, że znamy się całą wieczność i poczułam potrzebę zbliżenia się do niego. Moja imaginacja osiągała szczyty swoich możliwości, wystarczyło jedno spojrzenie jego nieziemsko niebieskich oczu i uroczy uśmiech. Zobaczyłam wtedy wszystko za czym tęskniłam, całe życie. W tamtym momencie nie miałam pojęcia jak się potoczy nasza znajomość, której de facto jeszcze nie było. Jednak przez kolejne dni myślałam o nim, wracał do mnie w wielu momentach, w najmniej niespodziewanych jak chociażby zmywanie naczyń. Czy to już wtedy był zalążek miłości? Zastanawiałam się co on myśli i czy w ogóle ma podobne wrażenia do moich. Starałam się odwodzić takie myślenie na wyrost, nie chciałam robić sobie złudzeń i zwracać na siebie uwagi.
Miałam jednak szczęście, na początku kwietnia zapowiedzieli nam egzamin z prawa dyplomatycznego, a M.potrzebował notatek (lub też użył ich jako pretekstu do nawiązania ze mną kontaktu). Była pierwsza krótka wymiana zdań, wysłałam mu notatki, nigdy nie byłam tak zestresowana tym, że ktoś inny będzie czytał moje zapiski z wykładów! A później już tylko byłam zdumiona tym, że wszystko idzie po mojej myśli i fantastycznie nasza relacja się układa... Pamiętam pierwszą randkę, pierwsze rozmowy, uprzejmości, sms-y, telefony. Wszystko było takie subtelne i romantyczne. Co prawda byłam pełna wątpliwości, nie wiedziałam czy jestem gotowa, aby się zaangażować, ale M.bardzo mocno przekonywał mnie do siebie. Z dnia na dzień wpadłam w to jak Alicja z Krainy Czarów do króliczej nory.
Lekkie szaleństwo, nowe emocje i poczucie bycia dla kogoś ważnym, to było mi potrzebne jak lekarstwo. Nawet dziś kiedy mam już tylko wspomnienia jest mi lżej i przyjemniej na samą myśl. Widzę nasze spacery, letnie zachody Słońca, zieleń liści, jego cudowny uśmiech, czuję jego zapach i aromat letniego powietrza wymieszane z tryskającą z nas miłością. Ogromna radość, pierwszy pocałunek, jakby to było wczoraj...
Miłość jest piękna. Bardzo romantyczny post <3
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i zapraszam do mnie :)