Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z kwiecień, 2017

Młode pokolenie jest do bani?

        Wiecie co, wkurza mnie jak dziś do naszego młodszego pokolenia odnoszą się przedstawiciele starszej generacji. Ostatnio w pracy usłyszałam takie stwierdzenie "Młodzież teraz jest taka zapracowana, zabiegana, nie zaprzyjaźnia się, nie umie wyluzować, nie ufa sobie, ja tego nie rozumiem, za naszych czasów było zupełnie inaczej. Za czym oni tak gnają?" To powiedziała kobieta lat 60. A co mi się nie spodobało w tej wypowiedzi?         To, że jest niesprawiedliwa i pomija faktyczną winę i współodpowiedzialność starszego pokolenia.  Dziś tak sobie myślałam o tym wracając z pracy, i doszłam do wniosku, że przecież to oni nas tak pięknie załatwili. Starsze pokolenie naszych dziadków pamiętające komunizm i młodsi od nich nasi rodzice, też żyjący w młodości w komunizmie są po części winni tego jak my dziś musimy harować. Nie chciałabym obrzucać oskarżeniami jedną stronę, to jest złożona historia i na dzisiejszy stan rzeczy składa się wiele c...

Jak bardzo mam dosyć!

Dosyć, dosyć, dosyć, razy milion! Tak bardzo, bardzo, bardzo! Mam wrażenie, że jestem już nad przepaścią, brakuje tylko jakiejś "ostateczności", abym się w tą przepaść rzuciła i zakończyła swoje istnienie. A może wcale sama nie musiałabym się rzucać, tylko ktoś zrobiłby to za mnie? Ciągle ktoś się o coś czepia, patrzy się krzywo, nie odpowiada, nie odbiera telefonu, nie zwraca na mnie uwagi, nie interesuje się mną, nie liczy się z moimi uczuciami i poglądami, nie szanuje mnie, przeszkadza, obgaduje, obraża, znieważa mój honor, nie poświęca mi czasu...w kółko, od rana do wieczora, dzień za dniem.  Moim jedynym szczęściem jest mój M. i gdyby nie on to już by mnie nie było.  Tylko dla niego staram się jeszcze być lepszą.  Mam już dosyć bycia wiecznie smutną, nieszczęśliwą nieudaczniczką! Chyba całe swoje życie taka byłam, taka się urodziłam. Nawet na zdjęciach robionych w przedszkolu zawsze miałam smutną, poważną minę, która mówiła "ten świat jest zły, nie jest dla mni...

Piątkowy wieczór, zimna Warszawa, grupa dzikusów, introwertyzm i kumpel gej!

        Hej! Chciałabym napisać o swojej piątkowej nocy. Nasz znajomy D. świętował urodziny, zostaliśmy zaproszeni na imprezę i pojechaliśmy z M. Błąd pierwszy - wybraliśmy się komunikacją miejską. Błąd drugi - ubrałam się zbyt cienko. Błąd trzeci - byliśmy pierwsi na miejscu, do klubu wpuszczali tylko na zaproszenia (impreza zamknięta) i musieliśmy długo czekać, aż nasi znajomi dojadą i zmienimy lokalizację. Zanim do nas dotarli zdążyłam zamarznąć. Nie wiem czy znacie to uczucie (ale ja znam je doskonale, ciągle mi się to zdarza) kiedy wasze stopy zamarzają i każdy krok boli, są skostniałe i ciężko wykonywać jakikolwiek ruch, najmniejsze zgięcie jest torturą.  Tak właśnie było. Zamarzły mi stopy, kolana, palce, nos, mózg. Kiedy ustaliliśmy dokąd pojedziemy i złapaliśmy taxi nie miałam ochoty z niej wysiadać. Było ciepło i przyjemnie, najchętniej przytuliłabym się do M. i poszła spać. Nie wypadało, jednak to urodziny kolegi.         P...