Przejdź do głównej zawartości

Piątkowy wieczór, zimna Warszawa, grupa dzikusów, introwertyzm i kumpel gej!

       Hej! Chciałabym napisać o swojej piątkowej nocy. Nasz znajomy D. świętował urodziny, zostaliśmy zaproszeni na imprezę i pojechaliśmy z M. Błąd pierwszy - wybraliśmy się komunikacją miejską. Błąd drugi - ubrałam się zbyt cienko. Błąd trzeci - byliśmy pierwsi na miejscu, do klubu wpuszczali tylko na zaproszenia (impreza zamknięta) i musieliśmy długo czekać, aż nasi znajomi dojadą i zmienimy lokalizację. Zanim do nas dotarli zdążyłam zamarznąć. Nie wiem czy znacie to uczucie (ale ja znam je doskonale, ciągle mi się to zdarza) kiedy wasze stopy zamarzają i każdy krok boli, są skostniałe i ciężko wykonywać jakikolwiek ruch, najmniejsze zgięcie jest torturą.  Tak właśnie było. Zamarzły mi stopy, kolana, palce, nos, mózg. Kiedy ustaliliśmy dokąd pojedziemy i złapaliśmy taxi nie miałam ochoty z niej wysiadać. Było ciepło i przyjemnie, najchętniej przytuliłabym się do M. i poszła spać. Nie wypadało, jednak to urodziny kolegi. 
       Pod drugim klubem kolejka, znowu czekanie na zimnie. Weszliśmy i miałam wrażenie, że wyjechałam gdzieś daleko z Polski. Sami ciemnoskórzy, pełno ukraińców, wszystkie języki świata (tylko nie polski!) Gdzie ja jestem? Jednak nie lubię takiego towarzystwa. Pomijam już fakt, że ja na szpilkach mierzę 190cm, a średnia wzrostu w tym klubie to 150cm. Bogu dzięki, że mój M jest sporo wyższy ode mnie, przynajmniej zawsze można się odnaleźć bez problemu i widzimy się z daleka. 
       No nie lubię takich klimatów, czułam się tam nieswojo. Muzyka nie dla mnie, zbyt duży tłok i  pełno spoconych brudasów. Drinki okropne, prosisz o coś słodkiego, a dostajesz cytrynkę. Ale odwrotu już nie było i staraliśmy się bawić jak najlepiej. Było to ciężkie zadanie, ja i M kompletnie na trzeźwo, a reszta znajomych upita totalnie. Niektórzy już ledwo stali na nogach, cóż. Ciężko nam było się wkręcić, potańczyliśmy spokojnie i do domu. Naprawdę się starałam żeby było lepiej, żeby zagadywać do ludzi, uśmiechać się i fajnie się bawić. Ale było mi ciężko. 
      Taką już jestem introwertyczką, co poradzić. Toczę sobie taką moją walkę ze swoją własną naturą, już od dłuższego czasu, nijak nie mogę tego pokonać. Większość sytuacji towarzyskich mnie stresuje i w obawie przed wyjściem na idiotkę, w rzeczywistości staję się nią. Nie umiem rozmawiać z ludźmi. Mam wrażenie, że jestem bardzo negatywna. Nie znam się na żartach i jestem za bardzo poważna. Nowy znajomy na powitanie mówi do mnie:
-ale masz zmarznięte ręce!
-wiem! zamarzłam!
-lodowata jak trup!
-tak właśnie się czuję, jakbym zamarzła na śmierć!
Przyznasz, że to mało fajne przywitanie. Drętwota i brak poczucia humoru oraz jakichkolwiek umiejętności komunikowania się przyjaźnie z ludźmi. Ja po prostu mam straszny dystans do wszystkiego, i brak zaufania. I generalnie uważam, że większość ludzi to idioci, którzy urwali się z choinki. Czytałam już na ten temat dziesiątki artykułów, poradników, oglądałam coachów na YouTube. Jednak nic z tych złotych rad nie jestem w stanie wcielić w życie. I szczerze przyznam, boli mnie to. Chciałabym być naprawdę otwarta, wesoła i z każdym się dogadywać. Zastanawiam się czy lepiej walczyć z tym (do końca życia), czy po prostu się poddać, odpuścić i być sobą. Są różne teorie na temat szczęścia. Jeden powie ci, że trzeba być sobą i nie przejmować się co inni pomyślą, najważniejsza jest harmonia. Ktoś inny będzie ci wciskał, że trzeba się przełamywać, być miłym na siłę, stosować magiczne sztuczki i nawiązywać miliony relacji. Ja nie jestem pewna co dla mnie byłoby lepsze. 
     Z jednej strony nienawidzę tego uczucia odosobnienia, bycia aspołecznym dzikusem, siedzenia cicho w kącie. Ale przynajmniej wtedy idioci nie zawracają mi głowy i nie muszę się z nikim konfrontować i widzieć, że ktoś mnie nie lubi. Druga strona mnie lubi konfrontacje, poznawanie ludzi o kompletnie odmiennym światopoglądzie i charakterze. W takich sytuacjach zawsze się czegoś uczymy. Poza tym, nie chcę być dzikuską przy M. nie chcę żeby on mnie taką widział, ani żeby jego znajomi źle o mnie nie myśleli. Chcę uchodzić za tą cudowną dziewczynę, którą każdy uwielbia. Bo jeśli mnie nie polubią to i z moim ukochanym nie będę tak chętnie spędzali czasu. Nie może tak być. 
      Czyli jednak decyzja podjęta, będę walczyć ze swoim introwertyzmem. A jeszcze w temacie walki ze sobą, ostatnio jeden z naszych kumpli oświadczył, że od dawna woli mężczyzn i nie będzie więcej spotykał się z kobietami. Całe towarzystwo jest w szoku. Dlaczego? Przecież teraz więcej homoseksualistów niż normalnych facetów! A on jeszcze do niedawna miał dziewczynę. Wiele dziewczyn, podrywał, wyrywał, rwał. Okazało się to oszustwem. Dla mnie od początku coś w nim było podejrzanego, tak pod względem jego męskości. Jego męskość była dla mnie bardzo wątpliwa, nie rozumiałam co takiego widzą w nim kobiety. Jednak one coś widziały, to był błąd, a ja miałam rację! HA! Muszę przyznać, że mam nosa do takich spraw, czy jest to powód do domu? Mały, ale zawsze mnie cieszy, że mam rację. Kto by się nie cieszył. 
        I tak to od tej pory wszyscy patrzymy na naszego starego-nowego kolegę geja już nieco inaczej niż dotychczas. Dla mnie nie był to tak ogromny szok jak dla reszty ekipy, która znała go całe studia, ale nie wiem jak powinnam się od teraz w jego towarzystwie zachowywać. Zauważyłam, że stał się typem geja-psiapsióły, prawił mi komplementy, że jestem świetnie ubrana itd, był bardziej wyluzowany i swobodny. Z jednej strony miło patrzeć jak ktoś czuje się ze sobą swobodnie, z drugiej strony, dla mnie to zniewieścienie i oznaka, że powinnam uważać i nie ufać mu za bardzo. Z moich wielu doświadczeń z gejami dowiedziałam się, że są niewierni, skłonni do kłamstwa i oszczerstwa wobec osób, które ich za bardzo nie tolerują, są niesłowni i zawistni. A to właśnie cechy, których ja nie toleruję!


XX


















Komentarze

Popularne posty z tego bloga

lek

Pierwszy dzień w pracy po urlopie...i na dzień dobry siedzę na innym stanowisku niż swoje, w naszym dziale dziś sprzątanie i nie można się w spokoju rozłożyć. Szukam więc miejsca odludnego, ciepłego, przy oknie- JEST! Siedzę zadowolona, że będę sama,ale jednak radość nie trwa zbyt długo. Po godzinie przychodzi i siada w tym samym rzędzie dziewucha, której nie znoszę. Jest lesbijką, ale to nie powód mojej antypatii. Sama nie wiem czemu to nadmieniam, czy to źle? Czy próbuję ją podświadomie przedstawić w złym świetle? Czy mam coś do lesbijek/gejów? Najprawdopodobniej tak. Jednak wracając do tematu, nie lubię jej towarzystwa, nawet nie mówi mi "cześć" a kilka razy czegoś ode mnie chciała i rozmawiałyśmy, byłyśmy też razem na imprezie firmowej, a ona udaje, że mnie nie zna. Sama jest bardzo niska, nieatrakcyjna, chyba niedawno rozstała się z dziewczyną. Ciągle komentuje mój wysoki wzrost i jest bardzo chamska, prostolinijna, mówi prosto z mostu, nie przejmuje się tym, że jest w ...

A ja słucham rock'a

Najczęściej Jimiego Hendrixa, The Doors i Cream, ale uwielbiam też Santanę albo dobre polskie zespoły jak Dżem lub Hey, chociaż i tak różnie mi w duszy gra.  Założyłam ten blog już kilka dni temu, istniał sobie w przestrzeni elektronicznej jakiś czas zanim zaczęłam cokolwiek pisać, bo miałam tak wiele do napisania, że nie napisałam nic. Zawsze kiedy zabieram się do działania nastaje w mojej głowie jedna, wielka pustka. Tym razem również, piszę dla zabicia czasu. Przeglądając sklepy internetowe z bielizną i wsuwając kolejną tabliczkę Milki, planuję imieniny mojego M. i całkiem przyziemne sprawy, jak przykładowo dalsza część wieczoru, którą muszę spędzić na *odkurzaniu *prasowaniu *myciu podłóg. Wymarzony wieczór..Żeby nie było słucham sobie Schuberta, co by poczuć trochę wzniosłości w tym życiu, skoncentrować się itd. Niedawno odkryłam tego kompozytora, znaczy się moją miłość do niego, chwilowo odstawiłam Hendrixa, Claptona i resztę legend rock'a na rzecz muzyki klasycznej. To ch...

Nie znoszę się uczyć

Tak już mam, jestem ambitna tylko w środku, nie umiem przełożyć tego na działania. Bardzo łatwo się zniechęcam. Mam nerwicę, wszystko mi przeszkadza, dekoncentruje. Wnerwia mnie otoczenie, towarzystwo w domu, hałas za oknem, głód, chęć na papierosa. Wiem, że najgorzej jest zacząć i nie stresować się, zawsze mnie to dopada. Jest mi bardzo ciężko, chciałabym umieć się uczyć, skupić, myśleć logicznie, obudzić do działania. Rozbija mnie nadmiar informacji, kiedy tylko mam dostęp do internetu moja motywacja przestaje istnieć. Skaczę ze strony na stronę, jak wariatka, szukam informacji, szukam szukam i zapisuję na później, i nigdy do tego nie wracam. Mam taką bazę wiedzy, a wcale z niej nie korzystam. Jestem cholernie znerwicowana.. nie wiem jak to opanować. Muszę się odciąć od internetu, przestać szukać.