Przejdź do głównej zawartości

Jak bardzo mam dosyć!

Dosyć, dosyć, dosyć, razy milion! Tak bardzo, bardzo, bardzo! Mam wrażenie, że jestem już nad przepaścią, brakuje tylko jakiejś "ostateczności", abym się w tą przepaść rzuciła i zakończyła swoje istnienie. A może wcale sama nie musiałabym się rzucać, tylko ktoś zrobiłby to za mnie? Ciągle ktoś się o coś czepia, patrzy się krzywo, nie odpowiada, nie odbiera telefonu, nie zwraca na mnie uwagi, nie interesuje się mną, nie liczy się z moimi uczuciami i poglądami, nie szanuje mnie, przeszkadza, obgaduje, obraża, znieważa mój honor, nie poświęca mi czasu...w kółko, od rana do wieczora, dzień za dniem. 
Moim jedynym szczęściem jest mój M. i gdyby nie on to już by mnie nie było. Tylko dla niego staram się jeszcze być lepszą. 
Mam już dosyć bycia wiecznie smutną, nieszczęśliwą nieudaczniczką! Chyba całe swoje życie taka byłam, taka się urodziłam. Nawet na zdjęciach robionych w przedszkolu zawsze miałam smutną, poważną minę, która mówiła "ten świat jest zły, nie jest dla mnie, po co się urodziłam?"..i tak jest do tej pory. Sama tego nie wybrałam, przecież gdybym mogła miałabym pogodny wyraz twarzy, który sprawiałby, że ludzie mnie lubią i chcą ze mną przebywać, zaprzyjaźniać się. Ale Bóg dał mi ten cholerny grymas, smutek, zgorzknienie...jakbym była starym moherowym beretem. A mam przecież dopiero 26 lat. 
Teoretycznie mogę się uśmiechać, ale wtedy widać moje krzywe zęby i wcale nie wyglądam atrakcyjnie bo marszczy mi się skóra pod oczami (moje worki!!! kolejna wada od Boga) i nos wygląda na jeszcze większy niż jest! Okropność. Poza tym uśmiechając się na siłę nie mogę się skoncentrować na tym co robię. I taki oto jest powód mojego konfliktu ze światem, to moje smutne wnętrze i smutna mina, czego nienawidzę!!! Robię co mogę, leczę zęby i założę w końcu ten cholerny aparat ortodontyczny żeby się tak nie wstydzić. Chcę być radosna i szczęśliwa, szczerze uśmiechnięta i nie wstydzić się swojego uśmiechu. Czy to tak dużo? Dlaczego tego nie dostałam na starcie? To niesprawiedliwe. Dlaczego muszę się tak męczyć, podczas gdy inni dostali piękne proste zęby i słoneczny uśmiech..Nawet jak patrzę na siebie w lustrze to zawsze chce mi się płakać, bo przecież jeszcze mam okropny trądzik, który z każdym miesiącem tylko się pogarsza.. 
Powiem Ci Boże, że w tym temacie mnie bardzo niesprawiedliwie potraktowałeś. Na prawdę wystarczyłby piękny uśmiech, z resztą sobie poradzę, ale żeby uniemożliwić swojemu dziecku szczere uśmiechanie się to jest przesada. Inni ludzie też dostali krzywe zęby, ale nie mają trądziku, są normalni i uśmiechnięci mimo to, albo zwyczajnie dałeś im łatwą drogę w życiu i nie spotykają ich takie przeciwności jak mnie. 
I bardzo chce mi się płakać

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

lek

Pierwszy dzień w pracy po urlopie...i na dzień dobry siedzę na innym stanowisku niż swoje, w naszym dziale dziś sprzątanie i nie można się w spokoju rozłożyć. Szukam więc miejsca odludnego, ciepłego, przy oknie- JEST! Siedzę zadowolona, że będę sama,ale jednak radość nie trwa zbyt długo. Po godzinie przychodzi i siada w tym samym rzędzie dziewucha, której nie znoszę. Jest lesbijką, ale to nie powód mojej antypatii. Sama nie wiem czemu to nadmieniam, czy to źle? Czy próbuję ją podświadomie przedstawić w złym świetle? Czy mam coś do lesbijek/gejów? Najprawdopodobniej tak. Jednak wracając do tematu, nie lubię jej towarzystwa, nawet nie mówi mi "cześć" a kilka razy czegoś ode mnie chciała i rozmawiałyśmy, byłyśmy też razem na imprezie firmowej, a ona udaje, że mnie nie zna. Sama jest bardzo niska, nieatrakcyjna, chyba niedawno rozstała się z dziewczyną. Ciągle komentuje mój wysoki wzrost i jest bardzo chamska, prostolinijna, mówi prosto z mostu, nie przejmuje się tym, że jest w ...

A ja słucham rock'a

Najczęściej Jimiego Hendrixa, The Doors i Cream, ale uwielbiam też Santanę albo dobre polskie zespoły jak Dżem lub Hey, chociaż i tak różnie mi w duszy gra.  Założyłam ten blog już kilka dni temu, istniał sobie w przestrzeni elektronicznej jakiś czas zanim zaczęłam cokolwiek pisać, bo miałam tak wiele do napisania, że nie napisałam nic. Zawsze kiedy zabieram się do działania nastaje w mojej głowie jedna, wielka pustka. Tym razem również, piszę dla zabicia czasu. Przeglądając sklepy internetowe z bielizną i wsuwając kolejną tabliczkę Milki, planuję imieniny mojego M. i całkiem przyziemne sprawy, jak przykładowo dalsza część wieczoru, którą muszę spędzić na *odkurzaniu *prasowaniu *myciu podłóg. Wymarzony wieczór..Żeby nie było słucham sobie Schuberta, co by poczuć trochę wzniosłości w tym życiu, skoncentrować się itd. Niedawno odkryłam tego kompozytora, znaczy się moją miłość do niego, chwilowo odstawiłam Hendrixa, Claptona i resztę legend rock'a na rzecz muzyki klasycznej. To ch...

Nie znoszę się uczyć

Tak już mam, jestem ambitna tylko w środku, nie umiem przełożyć tego na działania. Bardzo łatwo się zniechęcam. Mam nerwicę, wszystko mi przeszkadza, dekoncentruje. Wnerwia mnie otoczenie, towarzystwo w domu, hałas za oknem, głód, chęć na papierosa. Wiem, że najgorzej jest zacząć i nie stresować się, zawsze mnie to dopada. Jest mi bardzo ciężko, chciałabym umieć się uczyć, skupić, myśleć logicznie, obudzić do działania. Rozbija mnie nadmiar informacji, kiedy tylko mam dostęp do internetu moja motywacja przestaje istnieć. Skaczę ze strony na stronę, jak wariatka, szukam informacji, szukam szukam i zapisuję na później, i nigdy do tego nie wracam. Mam taką bazę wiedzy, a wcale z niej nie korzystam. Jestem cholernie znerwicowana.. nie wiem jak to opanować. Muszę się odciąć od internetu, przestać szukać.