Poranki, poranki, poranki...ulubiona pora dnia. Ta cisza, spokój, niesamowite błogie uczucie. Wstajesz, rozbudzasz się, pijesz cappuccino..i jesteś we Włoszech nad morzem, albo na niebiańskiej plaży. Myślami oczywiście. W rzeczywistości jesteś w mieście, ale ono jeszcze śpi. Większość obywateli już w pracy, też piją kawę, na ulicach jakoś pusto, cudownie. Masz chwilę pobyć ze sobą, czujesz się jak jedyna osoba na kuli ziemskiej, która może korzystać z tej cudownej chwili. Delektujesz się tą atmosferą. I jedyna czego chcesz to żeby trwała wiecznie, żebyś zawsze była sama w tej ciszy i rzeźkości poranka. I żeby kawa zawsze tak ci smakowała.
Pierwszy dzień w pracy po urlopie...i na dzień dobry siedzę na innym stanowisku niż swoje, w naszym dziale dziś sprzątanie i nie można się w spokoju rozłożyć. Szukam więc miejsca odludnego, ciepłego, przy oknie- JEST! Siedzę zadowolona, że będę sama,ale jednak radość nie trwa zbyt długo. Po godzinie przychodzi i siada w tym samym rzędzie dziewucha, której nie znoszę. Jest lesbijką, ale to nie powód mojej antypatii. Sama nie wiem czemu to nadmieniam, czy to źle? Czy próbuję ją podświadomie przedstawić w złym świetle? Czy mam coś do lesbijek/gejów? Najprawdopodobniej tak. Jednak wracając do tematu, nie lubię jej towarzystwa, nawet nie mówi mi "cześć" a kilka razy czegoś ode mnie chciała i rozmawiałyśmy, byłyśmy też razem na imprezie firmowej, a ona udaje, że mnie nie zna. Sama jest bardzo niska, nieatrakcyjna, chyba niedawno rozstała się z dziewczyną. Ciągle komentuje mój wysoki wzrost i jest bardzo chamska, prostolinijna, mówi prosto z mostu, nie przejmuje się tym, że jest w ...
Komentarze
Prześlij komentarz