Wracając z urodzin (jeszcze) Panny S zaczęłam myśleć trochę o dawnej, odległej historii z W. Przejeżdżałam obok miejsca, w którym spędziliśmy razem jedną noc. To była noc niepewności i próby. Po długiej nieobecności bowiem, pan W pojawił się w moim życiu ponownie, zapraszając mnie do siebie, zapewne już wiedział się co się święci. Ja również wiedziałam, i pojechałam, bez wahania. To był bardzo dziwny dzień. Nie mogłam uwierzyć, że to się znowu dzieje. Pamiętam koniec roku 2010, to były 2 noce, które mnie bardzo zmieniły i wiele nauczyły, dały nauczkę na całe życie. I to naprawdę zaowocowało w przyszłości, w teraźniejszości z M. Od tamtej pory wiedziałam czego chcę i podążałam za tym, nie rozmieniając się na drobne.
W. był na swój sposób moim nauczycielem. Przede wszystkim ustawił poprzeczkę bardzo wysoko dla przyszłych kandydatów. Uzmysłowił mi z kim chcę żyć, z jakim mężczyzną chcę dzielić życie. Był męski, lecz nie przesadnie. Potrafił decydować, prowadzić, kierować rozmową. Potrafił rozmawiać i okazywać zainteresowanie, nie był egoistą, który czerpał przyjemność z mówienia wyłącznie o sobie. Chciał mnie poznać, interesował się tym co się dzieje u mnie. Tym właśnie bardzo mi zaimponował, długo szukałam tego samego u innych facetów, z którymi się spotykałam. Ale nikt tego nie miał, nie było takiego, który mógłby mu dorównać. Poza wspomnianymi wyżej zaletami, był też szarmancki i dojrzały, romantyczny i nonszalancki. Niestety nigdy nie otrzymałam od niego nawet pół róży, ale miałam poczucie, że mógłby mnie traktować jak księżniczkę. Dopóki nie przejrzałam na oczy. Dopiero po kilku latach znajomości, krótszych i dłuższych rozmów, zrozumiałam, że on jest zwykłym szowinistą. Nie okazywał mi żadnych uczuć, a jednak poczułam nadzieję, wydawało mi się, że idziemy w dobrym kierunku. Na prawdę zmierzaliśmy wyłącznie w kierunku łóżka. I tak przyszedł 18 grudnia 2010 roku, przez miesiąc miałam motyle w brzuchu. To było moje pierwsze, dojrzałe doświadczenie z facetem, który nie był mój. Ja chciałam być jego, byłam przekonana, że się uda. Wszystko szlag trafił w lutym 2011r. nigdy nie zapomnę tego spotkania przy kawie. Kawa z serduszkiem, co za ironia. Nie byłam w stanie wydobyć z siebie żadnego słowa.
Czas minął, spotykałam się z różnymi mężczyznami, chłopcami. W każdym szukałam W. Chociaż powoli zaczynałam czuć, że on sam w sobie nie jest dla mnie. Pojęłam, że on ma wartości, z którymi ja się nie zgadzam i nie zamierzam tolerować. Był zbytnim kobieciarzem i nie potrafił traktować kobiety jak księżniczkę. Był mądry i inteligentny, dojrzały na swój wiek, wygadany, z pojęciem o świecie, ze swoją wizją i swoim zdaniem. Ale to nie wszystko. Nie było między nami chemii i wspólnego spojrzenia w przyszłość, marzeń, pomysłów. Także doszłam wreszcie do wniosku, że mimo braku odpowiedniego kandydata, pan W nie jest dla mnie idealny i nie mogę myśleć o nim w nieskończoność, bo nie jesteśmy dla siebie stworzeni. Pokazał mi wiele, sprawił, że dorosłam. Wiedziałam już czego nie chcę, a to bardzo mi pomogło. A jednak, w 2013 znowu spędziliśmy razem jedną noc. To było w momencie, w którym myślałam, że moje życie się zakończy i załamię się doszczętnie. On dobił mnie jeszcze bardziej, nie okazał wsparcia w moim najsłabszym momencie. Nie miałam już więcej ochoty się z nim spotykać i dzielić swoim życiem. Kontakty stawały się coraz rzadsze. Z zaskoczeniem przyjęłam informację, że po trzech miesiącach od naszej ostatniej wspólnej nocy zakochał się w innej i jest z nią już prawie 4 lata. Nie był do końca uszczęśliwiony, o czym sam mi opowiedział. Ja na szczęście już w momencie tej rozmowy byłam szczęśliwie zakochana i mogłam mu się tym pochwalić.
Jakie to ironiczne, że musiałam tyle przejść, przepłakać i przemyśleć, żeby się ukształtować i przygotować na związek z M. Ile musiałam przetrawić wewnętrznie żeby być gotową na miłość swojego życia. A przecież już nie raz wydawało mi się, że tą miłość spotkałam. Życie bywa zgubne, kłamliwe. Uczucia pojawiają się i znikają. Sami nie wiemy kim jesteśmy, dopóki nie przejdziemy największych prób swojego życia. Mam 25 lat, czuję się jakby to minęło już co najmniej 40. Tyle jeszcze przede mną. Tak naprawdę może zdarzyć się wszystko, ale ja chcę tylko jednego, szczęścia i spokoju z moim M, w zdrowiu, może w małżeństwie. Na pewno z 2 psami, może z dzieckiem, byle razem. Byle nie trzeba było przechodzić już żadnych trudnych prób.
W. był na swój sposób moim nauczycielem. Przede wszystkim ustawił poprzeczkę bardzo wysoko dla przyszłych kandydatów. Uzmysłowił mi z kim chcę żyć, z jakim mężczyzną chcę dzielić życie. Był męski, lecz nie przesadnie. Potrafił decydować, prowadzić, kierować rozmową. Potrafił rozmawiać i okazywać zainteresowanie, nie był egoistą, który czerpał przyjemność z mówienia wyłącznie o sobie. Chciał mnie poznać, interesował się tym co się dzieje u mnie. Tym właśnie bardzo mi zaimponował, długo szukałam tego samego u innych facetów, z którymi się spotykałam. Ale nikt tego nie miał, nie było takiego, który mógłby mu dorównać. Poza wspomnianymi wyżej zaletami, był też szarmancki i dojrzały, romantyczny i nonszalancki. Niestety nigdy nie otrzymałam od niego nawet pół róży, ale miałam poczucie, że mógłby mnie traktować jak księżniczkę. Dopóki nie przejrzałam na oczy. Dopiero po kilku latach znajomości, krótszych i dłuższych rozmów, zrozumiałam, że on jest zwykłym szowinistą. Nie okazywał mi żadnych uczuć, a jednak poczułam nadzieję, wydawało mi się, że idziemy w dobrym kierunku. Na prawdę zmierzaliśmy wyłącznie w kierunku łóżka. I tak przyszedł 18 grudnia 2010 roku, przez miesiąc miałam motyle w brzuchu. To było moje pierwsze, dojrzałe doświadczenie z facetem, który nie był mój. Ja chciałam być jego, byłam przekonana, że się uda. Wszystko szlag trafił w lutym 2011r. nigdy nie zapomnę tego spotkania przy kawie. Kawa z serduszkiem, co za ironia. Nie byłam w stanie wydobyć z siebie żadnego słowa.
Czas minął, spotykałam się z różnymi mężczyznami, chłopcami. W każdym szukałam W. Chociaż powoli zaczynałam czuć, że on sam w sobie nie jest dla mnie. Pojęłam, że on ma wartości, z którymi ja się nie zgadzam i nie zamierzam tolerować. Był zbytnim kobieciarzem i nie potrafił traktować kobiety jak księżniczkę. Był mądry i inteligentny, dojrzały na swój wiek, wygadany, z pojęciem o świecie, ze swoją wizją i swoim zdaniem. Ale to nie wszystko. Nie było między nami chemii i wspólnego spojrzenia w przyszłość, marzeń, pomysłów. Także doszłam wreszcie do wniosku, że mimo braku odpowiedniego kandydata, pan W nie jest dla mnie idealny i nie mogę myśleć o nim w nieskończoność, bo nie jesteśmy dla siebie stworzeni. Pokazał mi wiele, sprawił, że dorosłam. Wiedziałam już czego nie chcę, a to bardzo mi pomogło. A jednak, w 2013 znowu spędziliśmy razem jedną noc. To było w momencie, w którym myślałam, że moje życie się zakończy i załamię się doszczętnie. On dobił mnie jeszcze bardziej, nie okazał wsparcia w moim najsłabszym momencie. Nie miałam już więcej ochoty się z nim spotykać i dzielić swoim życiem. Kontakty stawały się coraz rzadsze. Z zaskoczeniem przyjęłam informację, że po trzech miesiącach od naszej ostatniej wspólnej nocy zakochał się w innej i jest z nią już prawie 4 lata. Nie był do końca uszczęśliwiony, o czym sam mi opowiedział. Ja na szczęście już w momencie tej rozmowy byłam szczęśliwie zakochana i mogłam mu się tym pochwalić.
Jakie to ironiczne, że musiałam tyle przejść, przepłakać i przemyśleć, żeby się ukształtować i przygotować na związek z M. Ile musiałam przetrawić wewnętrznie żeby być gotową na miłość swojego życia. A przecież już nie raz wydawało mi się, że tą miłość spotkałam. Życie bywa zgubne, kłamliwe. Uczucia pojawiają się i znikają. Sami nie wiemy kim jesteśmy, dopóki nie przejdziemy największych prób swojego życia. Mam 25 lat, czuję się jakby to minęło już co najmniej 40. Tyle jeszcze przede mną. Tak naprawdę może zdarzyć się wszystko, ale ja chcę tylko jednego, szczęścia i spokoju z moim M, w zdrowiu, może w małżeństwie. Na pewno z 2 psami, może z dzieckiem, byle razem. Byle nie trzeba było przechodzić już żadnych trudnych prób.
Komentarze
Prześlij komentarz