Post w formie wpisu na blogu, jak i post z powodu braku jakiejkolwiek rozrywki i czerpania przyjemności z życia.. Ostatnio nie robię nic innego jak tylko szukam ofert last minute, czytam materiał do pracy licencjackiej i siedzę w domu. Nie chodzę do kina, na wystawy (jakbym kiedykolwiek chodziła ;d), nie wychodzę ze znajomymi, nie wychodzę na rower, nie uprawiam sportu (to samo jak wyżej)... czas mija, dzień za dniem, a ja nie mam ani napisanej pracy licencjackiej, ani zarezerwowanej wycieczki do Grecji. Tak właśnie, Grecja nam się zamarzyła w tym roku, z resztą od dawna o niej myślałam i zawsze chciałam zwiedzić chociaż kawałek. Naturalnie na najpiękniejsze kurorty - Santorini, Zakhyntos, Ios, Kreta - nas nie stać, dlatego szukamy w innych rejonach, a i tak wyboru nie ma...albo biuro zawali, albo hotel ma opinie skutecznie zniechęcające... I tak to od miesiąca nic nie mogę wybrać. Przygniata mnie to, chciałabym już mieć spokój i wiedzieć, że za tydzień będę spakowana i gotowa do wylotu na pierwsze wakacje z miłością mojego życia. Właściwie mówimy sobie, że nie ważne gdzie, ważne, że razem.. ale szkoda by było trafić w beznadziejne miejsce i mieć codziennie jakieś uprzykrzające życie sytuacje hotelowe. Sytuacja robi się beznadziejna. Cóż...
Rozglądam się jeszcze za moim ukochanym polskim morzem, jednak pogoda mnie zniechęca, co za przyjemność siedzieć w hotelu i oglądać deszcz za oknem.
Poza tym całym wakacyjnym dramatem, czuję się tragicznie..wymęczona, bez zapału i motywacji, ciągły ból głowy, zatkany nos..ból kręgosłupa (no pewnie skoro się nie ruszam!), brak koncentracji. Czy może być jeszcze gorzej?
Jaka może być najgorsza opcja? Nie wyjedziemy nigdzie i spędzimy wakacje w mieście...jest tu wiele atrakcji, tylko szkoda, że nie będziemy razem spędzać nocy, a głównie o to chodzi w tym wyjeździe, że ma to być jakby "miesiąc miodowy" naszego związku. Cieszyć się sobą 24 godziny na dobę, bez ograniczeń, all inclusive.
Rozglądam się jeszcze za moim ukochanym polskim morzem, jednak pogoda mnie zniechęca, co za przyjemność siedzieć w hotelu i oglądać deszcz za oknem.
Poza tym całym wakacyjnym dramatem, czuję się tragicznie..wymęczona, bez zapału i motywacji, ciągły ból głowy, zatkany nos..ból kręgosłupa (no pewnie skoro się nie ruszam!), brak koncentracji. Czy może być jeszcze gorzej?
Jaka może być najgorsza opcja? Nie wyjedziemy nigdzie i spędzimy wakacje w mieście...jest tu wiele atrakcji, tylko szkoda, że nie będziemy razem spędzać nocy, a głównie o to chodzi w tym wyjeździe, że ma to być jakby "miesiąc miodowy" naszego związku. Cieszyć się sobą 24 godziny na dobę, bez ograniczeń, all inclusive.
Komentarze
Prześlij komentarz