Kochany pamiętniczku..
Tak dziś jadąc do pracy postanowiłam pisać codziennie, dla oczyszczenia umysłu, czy się uda nie wiem, ciężko mi to przychodzi. Mam taki bajzel w głowie, że nawet ciężko pisać..Ale opiszę dzisiejszy dzień:
Pobudka o godzinie 05:55, słońce już wstało, a ja czuję się jakbym miała zaraz zejść na zawał serca, oczy otwieram siłą i kręci mi się w głowie, podnoszę się z przymusu i zbieram się do pracy. Wychodzę za późno, wsiadam w zły autobus w Centrum, przez to nie wyrabiam się na autobus do pracy i wpadam na miejsce spóźniona o 10 minut. Po drodze dzwoni M, swoim cudownym głosem życzy mi miłego dnia, a ja mówię całkiem bez ciepła w głosie, jakby mi przeszkadzał. Czy to dlatego, że byłam w miejscu publicznym? Nie lubię tak rozmawiać przez telefon, czuję się jakby wszyscy mnie podsłuchiwali i oceniali, że gadam głupoty. Nigdy nie potrafię mówić czule i z radością w głosie, potrafię to tylko w myślach. Może powinnam zacząć to ćwiczyć coby mi aktorzenie lepiej wychodziło i bym się mocniej w ten związek wczuła?
8 godzin w pracy, męka, stres, uczucie niesprawiedliwości generalnie na świecie i odczłowieczenia, skąd to się bierze w ludziach, że traktują drugiego jak wroga z innej planety? Zero szacunku, kultury, rzeczowej komunikacji..tylko pani mi załatwi to i to, ja żądam tego i tamtego bo jestem durnym bucem z korpo i mi się należy bo moja firma za to płaci.. ciśnienie rośnie chociaż nie czuję tego fizycznie, oczy się zamykają, ręce opadają.
Wychodzę z pracy 10 minut później i wracam do Centrum, kolejna rozmowa w autobusie z M przez telefon, i mówię jak jakiś robot bez uczuć, jakbym rozmawiała z kolejnym nadętym pacjentem, bez przejęcia. Szybki "obiad" w McDonalds i czekam na moją Anię, idziemy na kawę. Trochę nie wiem co do mnie mówi, nie dociera do mnie zbyt dużo, ale opowiadam jej sporo o M i o moim podejściu do związku. Próbuję uzyskać jakąś poradę, tylko od przyjaciółki bez żadnego doświadczenia z mężczyznami nie mogę tego oczekiwać, dlatego moje cierpienie zostało wylane lecz nie ukojone. Mimo wszystko poczułam lekką ulgę, że mogłam się wygadać przy kimś kto mnie zrozumie, wypić kawę i posiedzieć w ciepełku w sympatycznym towarzystwie. Zleciało bardzo szybko, pożegnałyśmy się, każda w swoją stronę. Zaplanowałyśmy, że za 2 tygodnie widzimy się na kolacji i będziemy upijać się winem i rozpoczynać rewolucję w naszych życiach, no bo to tak dłużej nie może być przecież nie? Chcemy zarabiać więcej, być bardziej kochane, szczęśliwe, zadbane, sexy, te sprawy. Ania mnie motywuje swoim zapałem do biegania, i chociaż ja nie mam konieczności, to będę ćwiczyć żeby się lepiej czuć.
W drodze powrotnej jeszcze zaliczyłam rozmowę przez tel z Simi, weszłam do domu, dzwonię do M, nie odbiera, oddzwania po kilkunastu minutach żeby mi powiedzieć, że nie będzie ze mną rozmawiał i wraca do leniuchowania. Brak komentarza.
Maluję paznokcie, jedna warstwa czerwonego lakieru jest gorsza niż brak lakieru, ale już trudno, nie zmywam, idę spać, a ta jedna warstwa i tak się wyciśnie na poduszce...
I taki to był zwykły, szary dzień.
Dobranoc.
Tak dziś jadąc do pracy postanowiłam pisać codziennie, dla oczyszczenia umysłu, czy się uda nie wiem, ciężko mi to przychodzi. Mam taki bajzel w głowie, że nawet ciężko pisać..Ale opiszę dzisiejszy dzień:
Pobudka o godzinie 05:55, słońce już wstało, a ja czuję się jakbym miała zaraz zejść na zawał serca, oczy otwieram siłą i kręci mi się w głowie, podnoszę się z przymusu i zbieram się do pracy. Wychodzę za późno, wsiadam w zły autobus w Centrum, przez to nie wyrabiam się na autobus do pracy i wpadam na miejsce spóźniona o 10 minut. Po drodze dzwoni M, swoim cudownym głosem życzy mi miłego dnia, a ja mówię całkiem bez ciepła w głosie, jakby mi przeszkadzał. Czy to dlatego, że byłam w miejscu publicznym? Nie lubię tak rozmawiać przez telefon, czuję się jakby wszyscy mnie podsłuchiwali i oceniali, że gadam głupoty. Nigdy nie potrafię mówić czule i z radością w głosie, potrafię to tylko w myślach. Może powinnam zacząć to ćwiczyć coby mi aktorzenie lepiej wychodziło i bym się mocniej w ten związek wczuła?
8 godzin w pracy, męka, stres, uczucie niesprawiedliwości generalnie na świecie i odczłowieczenia, skąd to się bierze w ludziach, że traktują drugiego jak wroga z innej planety? Zero szacunku, kultury, rzeczowej komunikacji..tylko pani mi załatwi to i to, ja żądam tego i tamtego bo jestem durnym bucem z korpo i mi się należy bo moja firma za to płaci.. ciśnienie rośnie chociaż nie czuję tego fizycznie, oczy się zamykają, ręce opadają.
Wychodzę z pracy 10 minut później i wracam do Centrum, kolejna rozmowa w autobusie z M przez telefon, i mówię jak jakiś robot bez uczuć, jakbym rozmawiała z kolejnym nadętym pacjentem, bez przejęcia. Szybki "obiad" w McDonalds i czekam na moją Anię, idziemy na kawę. Trochę nie wiem co do mnie mówi, nie dociera do mnie zbyt dużo, ale opowiadam jej sporo o M i o moim podejściu do związku. Próbuję uzyskać jakąś poradę, tylko od przyjaciółki bez żadnego doświadczenia z mężczyznami nie mogę tego oczekiwać, dlatego moje cierpienie zostało wylane lecz nie ukojone. Mimo wszystko poczułam lekką ulgę, że mogłam się wygadać przy kimś kto mnie zrozumie, wypić kawę i posiedzieć w ciepełku w sympatycznym towarzystwie. Zleciało bardzo szybko, pożegnałyśmy się, każda w swoją stronę. Zaplanowałyśmy, że za 2 tygodnie widzimy się na kolacji i będziemy upijać się winem i rozpoczynać rewolucję w naszych życiach, no bo to tak dłużej nie może być przecież nie? Chcemy zarabiać więcej, być bardziej kochane, szczęśliwe, zadbane, sexy, te sprawy. Ania mnie motywuje swoim zapałem do biegania, i chociaż ja nie mam konieczności, to będę ćwiczyć żeby się lepiej czuć.
W drodze powrotnej jeszcze zaliczyłam rozmowę przez tel z Simi, weszłam do domu, dzwonię do M, nie odbiera, oddzwania po kilkunastu minutach żeby mi powiedzieć, że nie będzie ze mną rozmawiał i wraca do leniuchowania. Brak komentarza.
Maluję paznokcie, jedna warstwa czerwonego lakieru jest gorsza niż brak lakieru, ale już trudno, nie zmywam, idę spać, a ta jedna warstwa i tak się wyciśnie na poduszce...
I taki to był zwykły, szary dzień.
Dobranoc.
Komentarze
Prześlij komentarz