Czy można mówić o straconych dniach? Czy to ma sens? Czyż nie powinnam być tak, że żaden dzień nie jest straconym..każdy jeden dzień jest ważny, jest darem od Boga, powinien być przeżyty, wykorzystany, od rana do wieczora spełniony.
Tymczasem ja dziś cały dzień zmarnowałam, połowę na sen, resztę na siedzenie w internecie i próbę ogarnięcia ile mam do ogarnięcia i zaczęcia czegoś, ale skończyło się na niczym. Zrobiłam jedno zadanie, a miałam ich conajmniej 10... Popełniłam błąd bo wczoraj poszłam spać o 1 w nocy. Nie nastawiłam budzika, obudziłam się prawie naturalnie dzięki M.pamiętam, że mi się śnił, odwoził mnie do pracy i żegnaliśmy, a on trzymał na rękach trzy psiaki i nie mogłam się zdecydować czy zostać z nimi czy biec do pracy. I tak powoli sama się rozbudzałam, aż przyszedł sms od M.i się obudziłam o godzinie 11:45..rany, ile ja mogę spać! Podniosłam się, przewietrzyłam, i po godzinie mnie zmogło, poszłam dalej spać. Nastawiłam budzik, miało być tylko pół godziny dla orzeźwienia, a spałam do 16:00 i tak później czas mnie gonił, że nie wiedziałam w co ręce włożyć, byłam ospała i wszystko robiłam w zwolnionym tempie, aż wreszcie zrobiła się 20:00 i wiedziałam, że już wszystko stracone.
I tak powstał post o niczym. Nie pomalowałam paznokci, obejrzałam House Of Cards, poszłam spać...
Komentarze
Prześlij komentarz