Urlop jak z bicza strzelił, został tylko dzisiejszy dzień, a jutro powrót do pracy. Boli. Tymbardziej, że urlop spędzony mało produktywnie. Pierwszy tydzień w Grecji, Riwiera Olimpijska (Olympic Beach/Olipmiaki Akti) - odradzam, o tym napiszę osobno żeby przedstawić swoje argumenty i udowodnić, że to miejsce to strata czasu i pieniędzy.
Drugi tydzień urlopu planowałam spędzić na organizacji swojego życia, nauce, porządkach, praca licencjacka i te klimaty, jednak zrobiłam dokładnie NIC. Ze wszystkim się ociągam, nie mam siły, nie jestem wypoczęta...nie chce mi się. Jestem śmierdzącym leniem.
Jest piątek, 12 sierpnia, ostatni dzień urlopu (podczas gdy inni szykują się na długi weekend dla mnie kończy się laba), wstałam dziś wcześnie o godz. 8:00, musiałam jak zawsze zapalić na rozbudzenie i po kilku zaciągnięciach papieros wypadł mi z ręki (przez okno w bloku...) i sobie pomyślałam, że to zły początek dnia. W dodatku troszkę się przestraszyłam,że wypadł mi niezgaszony papieros bo na dole jest trochę śmieci i łatwo o pożar, więc wyglądałam czy nie zaczyna się dymić...kilka minut niepokoju, założyłam okulary żeby lepiej dojrzeć i zobaczyłam, że papieros leży obok sterty śmierci. Uff, nic mi nie grozi, zatem wyszłam na balkon na drugiego papierosa. Tym razem udało się dopalić do końca w spokoju. I tak już od godziny siedzę w łóżku i właściwie tracę czas szperając w social media i zbierając się do napisania na blogu, bo trochę myśli mnie gryzie i potrzebuję mojego blogowego katharsis.
Komentarze
Prześlij komentarz