Przejdź do głównej zawartości

14 lutego 2018 - prezent walentynkowy?

Był sobie romantyczny, walentynkowy wieczór (nie żebyśmy planowali, ale M miał szał walentynkowy i obdarzył mnie kartą z serduchem i zestawem bielizny Intimissimi), masaż... M ostatnio często masował mi szyję i tym razem stwierdził, że mam guza na szyi. Mam go faktycznie, sama też wyczuwam, ale nie boli. Nic się nie dzieje. Na razie nie mam czasu na poważne rozkminy na ten temat.
Jednak pomyślałam sobie nieśmiało - a może to rak?! I tutaj mogę zagwarantować wszystkim zaskoczenie: jak cudownie, że mam raka! Jakie to byłoby piękne. Przyznam, że odkąd pracuję na uczelni (czyli już rok) myślałam sobie często tak: "ile ja bym dała za ciężką, śmiertelną chorobę. mam dosyć życia, chcę leżeć w łóżku i nie musieć chodzić do pracy, a mam tylko depresję"
Szczerze, takie miałam myśli od długiego czasu. Ekhm...no przyznam, że miałam równie dużo, lub właściwie więcej myśli na temat wymarzonej wygranej w LOTTO, która w o wiele przyjemniejszy sposób umożliwiłaby odejście z pracy i święty spokój.  Los jednak nie wysłucha nigdy marzeń i pragnień związanych z bogactwem (edit: u mnie jest to pragnienie świętego spokoju, który dadzą mi pieniądze i bezpieczeństwo finansowe, wcale nie pragnę pławić się w luksusie, a jedynie żyć normalnie bez stresu o tak głupią rzecz jak finanse!)
Marzyłam zatem zarówno o jakiejś pladze egipskiej, jak i o milionach na koncie. Wersja bardziej prawdopodobna to nowotwór. I przyjęłabym to ze spokojem i ulgą. Ześwirowałam już trochę na tym punkcie. Zaczęłam drążyć temat w głowie, co bym zrobiła,jak powiedziałabym rodzinie, czy powiedziałabym o tym znajomym na facebooku? Jak długo miałabym zostać w pracy? Czy miałabym się leczyć, czy odpuścić i czekać aż choroba mnie wykończy? Czy miałabym leżeć w szpitalu, a może mogłabym siedzieć w domu i czytać książki?
Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że nowotwór to nie grypa i nie ma się ochoty i siły na cokolwiek. Ale na początku na pewno jest się przytomnym i zdolnym do leżenia w łóżku, oglądania filmów i czytania książek. Generalnie ma się święte prawo do ciszy i spokoju, wszyscy wtedy stają na palcach żeby ci dogodzić.
Dlaczego chciałabym czegoś czego nikt na świecie nie chce?  Bo nie widzę sensu życia, boję się bardziej o swoją przyszłość i o to, że sobie nie poradzę. Nie umiem żyć, funkcjonować z ludźmi. Czuję się niechciana i nielubiana. Widzę, że nikogo nie obchodzę, nikt nie słucha, nikt nie widzi, że mam depresję. Ludzie się okropni! Wredni, dwulicowi, fałszywi... po co żyć na takim świecie? Jeden M nie może mi wynagrodzić zła całego świata. Szkoda mi go, przy mnie zejdzie na pesymistyczną stronę życia i nie będzie szczęśliwy.
Dlatego wolałabym szybką, nowotworową śmierć. Przy okazji mogłabym wygarnąć wszystkim co o nich myślę i jak bardzo ich nienawidzę.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

lek

Pierwszy dzień w pracy po urlopie...i na dzień dobry siedzę na innym stanowisku niż swoje, w naszym dziale dziś sprzątanie i nie można się w spokoju rozłożyć. Szukam więc miejsca odludnego, ciepłego, przy oknie- JEST! Siedzę zadowolona, że będę sama,ale jednak radość nie trwa zbyt długo. Po godzinie przychodzi i siada w tym samym rzędzie dziewucha, której nie znoszę. Jest lesbijką, ale to nie powód mojej antypatii. Sama nie wiem czemu to nadmieniam, czy to źle? Czy próbuję ją podświadomie przedstawić w złym świetle? Czy mam coś do lesbijek/gejów? Najprawdopodobniej tak. Jednak wracając do tematu, nie lubię jej towarzystwa, nawet nie mówi mi "cześć" a kilka razy czegoś ode mnie chciała i rozmawiałyśmy, byłyśmy też razem na imprezie firmowej, a ona udaje, że mnie nie zna. Sama jest bardzo niska, nieatrakcyjna, chyba niedawno rozstała się z dziewczyną. Ciągle komentuje mój wysoki wzrost i jest bardzo chamska, prostolinijna, mówi prosto z mostu, nie przejmuje się tym, że jest w ...

A ja słucham rock'a

Najczęściej Jimiego Hendrixa, The Doors i Cream, ale uwielbiam też Santanę albo dobre polskie zespoły jak Dżem lub Hey, chociaż i tak różnie mi w duszy gra.  Założyłam ten blog już kilka dni temu, istniał sobie w przestrzeni elektronicznej jakiś czas zanim zaczęłam cokolwiek pisać, bo miałam tak wiele do napisania, że nie napisałam nic. Zawsze kiedy zabieram się do działania nastaje w mojej głowie jedna, wielka pustka. Tym razem również, piszę dla zabicia czasu. Przeglądając sklepy internetowe z bielizną i wsuwając kolejną tabliczkę Milki, planuję imieniny mojego M. i całkiem przyziemne sprawy, jak przykładowo dalsza część wieczoru, którą muszę spędzić na *odkurzaniu *prasowaniu *myciu podłóg. Wymarzony wieczór..Żeby nie było słucham sobie Schuberta, co by poczuć trochę wzniosłości w tym życiu, skoncentrować się itd. Niedawno odkryłam tego kompozytora, znaczy się moją miłość do niego, chwilowo odstawiłam Hendrixa, Claptona i resztę legend rock'a na rzecz muzyki klasycznej. To ch...

Nie znoszę się uczyć

Tak już mam, jestem ambitna tylko w środku, nie umiem przełożyć tego na działania. Bardzo łatwo się zniechęcam. Mam nerwicę, wszystko mi przeszkadza, dekoncentruje. Wnerwia mnie otoczenie, towarzystwo w domu, hałas za oknem, głód, chęć na papierosa. Wiem, że najgorzej jest zacząć i nie stresować się, zawsze mnie to dopada. Jest mi bardzo ciężko, chciałabym umieć się uczyć, skupić, myśleć logicznie, obudzić do działania. Rozbija mnie nadmiar informacji, kiedy tylko mam dostęp do internetu moja motywacja przestaje istnieć. Skaczę ze strony na stronę, jak wariatka, szukam informacji, szukam szukam i zapisuję na później, i nigdy do tego nie wracam. Mam taką bazę wiedzy, a wcale z niej nie korzystam. Jestem cholernie znerwicowana.. nie wiem jak to opanować. Muszę się odciąć od internetu, przestać szukać.