Przejdź do głównej zawartości

19 lutego 2018 21:47

Minęło sporo czasu od ostatniego posta (z początku listopada 2017) i co nieco się zmieniło. Pisałam ostatnio o tym, że przede mną obrona, że powinnam małymi krokami dążyć do celów.
Pozytywna wiadomość - udało mi się obronić! Stresuje najadłam się jak cholera (aczkolwiek nie tyle co w pracy). Egzamin był strasznym wydarzeniem, po którym mam traumę. Może do następnej obrony wydobrzeję.
Obroniliśmy się oboje z M! Udało się nareszcie zakończyć ten etap w życiu i zakończyć rok pozytywnie. Były święta, udało mi się kupić M luksusowy prezent (iphone), nareszcie pozbyłam się wyrzutów sumienia, że to on daje mi drogie prezenty, a ja jemu nic.
Po świętach spędziliśmy weekend poza miastem, trochę się odcieliśmy, ale nie było tak romantycznie jak miałam nadzieję, że będzie.
Był Sylwester (lekko nieudany).
I nastał nowy rok. Wraz z nim pojawił się stres i seria mniej pozytywnych wydarzeń. Nie czuję żadnego pozytywnego kopa na nowy rok.. nie podeszłam na poważnie do organizacji, wyznaczania celów i realizacji zadań. Obijam się już 2 miesiące. Z potrzeby wyrzucenia z siebie wielu emocji (głównie negatywnych, nie ma co owijać w bawełnę) postanowiłam wrócić do zapisków. Dla własnego zdrowia psychicznego i spokoju ducha. Dla własnej terapii. 
Zdałam sobie sprawę, że tylko ja sama mogłabym sobie pomóc. Nikt inny się mną nie zainteresuje, nikt nie zauważy, że jest ze mną źle i potrzebuję pomocy. Jest to smutne i dobijające spostrzeżenie, ale taka jest prawda. Tutaj trzeba być realistką, trzeba postawić kawę na ławę.

Tak sobie myślę - bardzo pragnę spokoju, ciszy, prawdziwego odpoczynku i odcięcia się od całego świata (w szczególności od ekranu i internetu, o ironio!). Zaczynam cierpieć z braku spokoju, uczucia bezpieczeństwa, ciągłego poddenerwowania, paniki, lęków. Nie jest to jakiś dramatycznie zaawansowany stan, ale można zastanawiać się - a co będzie za rok, dwa? Jak mamy zorganizować sobie wspólne życie z M, jeśli ja już teraz sobie nie radzę.
Nie radziłam sobie już zanim się poznaliśmy. W gruncie rzeczy taki stan trwa już 7 lat! 7 to prawie jak 10. 10 lat to jakaś 1/7 potencjalnej długości mojego życia (a jestem już koło 30-tki!) zostało mi 4/7 życia (albo mniej) i bezczelnie zmarnowałam 7 lat.
Trzeba przyznać, że ja to potrafię spieprzyć.
Czyli aktualnie mamy 2018 rok, jakaś ładna ta data, sugerowałaby, że może coś pięknego się wydarzyć..coś mogłoby się zacząć na nowo, lepiej. Moglibyśmy się wzbogacić! 
Powoli dochodzę do decyzji o ustanowieniu swojej ścieżki zawodowej i kariery, myślę od dłuższego czasu o inwestowaniu w nieruchomości.  Jest to jedyny biznes jakim mogłabym się zajmować (patrząc z dzisiejszej perspektywy). Oczywiście (haha..) nie mam kapitału, dlatego nie robię nic w tym kierunku.



















Komentarze

Popularne posty z tego bloga

lek

Pierwszy dzień w pracy po urlopie...i na dzień dobry siedzę na innym stanowisku niż swoje, w naszym dziale dziś sprzątanie i nie można się w spokoju rozłożyć. Szukam więc miejsca odludnego, ciepłego, przy oknie- JEST! Siedzę zadowolona, że będę sama,ale jednak radość nie trwa zbyt długo. Po godzinie przychodzi i siada w tym samym rzędzie dziewucha, której nie znoszę. Jest lesbijką, ale to nie powód mojej antypatii. Sama nie wiem czemu to nadmieniam, czy to źle? Czy próbuję ją podświadomie przedstawić w złym świetle? Czy mam coś do lesbijek/gejów? Najprawdopodobniej tak. Jednak wracając do tematu, nie lubię jej towarzystwa, nawet nie mówi mi "cześć" a kilka razy czegoś ode mnie chciała i rozmawiałyśmy, byłyśmy też razem na imprezie firmowej, a ona udaje, że mnie nie zna. Sama jest bardzo niska, nieatrakcyjna, chyba niedawno rozstała się z dziewczyną. Ciągle komentuje mój wysoki wzrost i jest bardzo chamska, prostolinijna, mówi prosto z mostu, nie przejmuje się tym, że jest w ...

A ja słucham rock'a

Najczęściej Jimiego Hendrixa, The Doors i Cream, ale uwielbiam też Santanę albo dobre polskie zespoły jak Dżem lub Hey, chociaż i tak różnie mi w duszy gra.  Założyłam ten blog już kilka dni temu, istniał sobie w przestrzeni elektronicznej jakiś czas zanim zaczęłam cokolwiek pisać, bo miałam tak wiele do napisania, że nie napisałam nic. Zawsze kiedy zabieram się do działania nastaje w mojej głowie jedna, wielka pustka. Tym razem również, piszę dla zabicia czasu. Przeglądając sklepy internetowe z bielizną i wsuwając kolejną tabliczkę Milki, planuję imieniny mojego M. i całkiem przyziemne sprawy, jak przykładowo dalsza część wieczoru, którą muszę spędzić na *odkurzaniu *prasowaniu *myciu podłóg. Wymarzony wieczór..Żeby nie było słucham sobie Schuberta, co by poczuć trochę wzniosłości w tym życiu, skoncentrować się itd. Niedawno odkryłam tego kompozytora, znaczy się moją miłość do niego, chwilowo odstawiłam Hendrixa, Claptona i resztę legend rock'a na rzecz muzyki klasycznej. To ch...

Nie znoszę się uczyć

Tak już mam, jestem ambitna tylko w środku, nie umiem przełożyć tego na działania. Bardzo łatwo się zniechęcam. Mam nerwicę, wszystko mi przeszkadza, dekoncentruje. Wnerwia mnie otoczenie, towarzystwo w domu, hałas za oknem, głód, chęć na papierosa. Wiem, że najgorzej jest zacząć i nie stresować się, zawsze mnie to dopada. Jest mi bardzo ciężko, chciałabym umieć się uczyć, skupić, myśleć logicznie, obudzić do działania. Rozbija mnie nadmiar informacji, kiedy tylko mam dostęp do internetu moja motywacja przestaje istnieć. Skaczę ze strony na stronę, jak wariatka, szukam informacji, szukam szukam i zapisuję na później, i nigdy do tego nie wracam. Mam taką bazę wiedzy, a wcale z niej nie korzystam. Jestem cholernie znerwicowana.. nie wiem jak to opanować. Muszę się odciąć od internetu, przestać szukać.